wtorek, 28 grudnia 2010

I would prefer not to

ni stąd ni zowąd nowina spadła tak nagle
jak pada kawka podczas fali gorąca
lub zając zamarza za oknem na święta
wiadomość - od jutra wszystko będzie inaczej

krztusisz się
niczym ten od święconej wody
uciekasz za wczorajszy zakręt
żadnych zmian niech zostanie jak było

pod nosem sobie tłumaczysz
w pośpiechu bierzesz się za budowanie tratwy
może przetrwam - myślisz z nadzieją

na wszelki wypadek przewracasz się na bok

piszę z łodzi

nie wiem dlaczego
do okna podchodzę na odgłos sygnału karetki
i nie wiem dlaczego kreślę znak krzyża
gdy dzwony biją w godzinach pogrzebów

czy chcę mieć pewność że to nie mnie wiozą
i raz jeszcze stanę w tym oknie

czwartek, 23 grudnia 2010

recepta na życie


zebrać odpowiednie środki
i ustawić się
w kolejce w aptece

współczynnik tarcia

ścigali mnie żandarmi twojego świata mojej wyobraźni
uciekałem
w pośpiechu gubiąc tropy
telefonicznie zgłosiłem ten fakt centrali - dostałem

ochronę - wszystko wolno wraca do normy tętno puls
obrazy znikają jeden za drugim
biały anioł zaciąga się papierosem
podnosi żaluzje palcem wskazując zachód słońca

w głośnikach Swans The Great Annihilator

zanim

usiądę do stołu
wpierw zrobię porządek ogarnę
w duszy posprzątam
z albumów kurz zdejmę
i sprawdzę
czy kogoś tam nie ma kto był jeszcze wczoraj

zanim opłatek wyjmę z bibuły
i nim obdzielę puste talerze
zapalę świecę i się pomodlę
za ciebie podniosę toast – dla mnie wciąż jesteś

wtorek, 21 grudnia 2010

po kolei

wyliczanka miejsc skadrowanych widoków
w pośpiechu relacji skądś dokądś
jedna za drugą mijają godziny postoju
i snute historie nastawiania zegarków

w stukocie żelaznych kół na rozjazdach
jest jakiś  r o z k ł a d
i pan w partyjnym krawacie udający fachowca
i szlaban i szlus i mordęga z biletem w ręku

uwaga uwaga tu dworzec warszawa
pociąg z katowic wjeżdża na peron dziewiąty

refleksja o smutku i smaku migdałów

w kafejce za rogiem przy ulicy bystrej
usiadłem rankiem do kawy podała ciastko
dziewczyna w przykusej spódnicy
w kształcie serca miała wycięty dekolt

lecz nie on zaprzątał mi głowę mój wzrok
przykuł chłopiec z tornistrem za oknem
który nieśmiało w moją stronę zerkał
oczy miał smutne i mocno wytarte spodnie

serce zabiło mi mocniej i coś gardło ścisnęło
gestem dłoni wezwałem dziewczynę głową
skinąłem na chłopca czekoladę gorącą
dla niego i co zjeść zechce proszę mu podaj


zapłaciłem po czym wyszedłem on został jeszcze
przez chwilę widziałem jego twarz
w lusterku wstecznym znikały świąteczne strojenia cukierni

poniedziałek, 20 grudnia 2010

aby pozostać w zgodzie z samym sobą

nie muszę udawać że wszystko jest w porządku
i słowo równa się słowu
nie muszę się silić że rozumiem meandry myśli
nieznanych mi autorów

nie muszę bo nie wiem czy za rogiem nie stoi
pluton egzekucyjny przewrotnej metafory
gotowy rozstrzelać mnie za naiwność mej niewiedzy

dlatego na wszelki wypadek śmierci nagłej
polubiłem czerń i alejki cmentarzy przy których
cisza znaczy zawsze to samo

zamiast rachunku sumienia

zebrałem wszystkie swoje zapiski
myśli złożyłem w jedną całość
rzuciłem na wiatr

potem raz jeszcze uczyniłem to samo
i puściłem na wodę

na drugim brzegu wyłowiłem co zostało
i rzuciłem w ogień

z kilku ocalonych słów zbudowałem dom
bez win z przeszłości

piątek, 17 grudnia 2010

z relacji świadków

na pytanie
jak wyglądać mogła
dowiedziałem się
że była piękna i zarazem mądra
i taka zaradna i uczciwa
zawsze gotowa i uczynna
bezinteresowna i wzajemna
przeszła tuż obok ponoć
otarła się nawet
nie poznałem
grzecznie przepuściłem dalej
miłość

czwartek, 16 grudnia 2010

rzecz o dystansie do spraw zwykłych i ulotności tego co ważne

zaledwie mała wzmianka sporządzona
na marginesie kartki zeszytu do etyki
zapisanej od początku do końca
staranną kaligrafią 
życie to wszystko co posiadam
świadczyła o duszy właściciela
i zawsze świeże kwiaty 
w marmurowym wazonie
na lśniącej płycie pomnika
z napisem  
umarła tak jak żyła - skromnie